Ja bardzo chciałam rodzić w domu, ale niestety, za stara jestem, a i ciąża książkowa nie była.
Asia, ale mąż powinien zrozumieć, że nie zrobiłaś mu na złość tym szpitalem, tylko tak wyszło niestety....
Ja nie mam pretensji do mojego dziecka że się na świat nie pchało i skończyło się cesarką, chociaż moim wielkim marzeniem było urodzić samodzielnie.
A ten remont szpitala to głupia wymówka moim zdaniem. Skoro porody się odbywały, to i osoba towarzysząca by się zmieściła, no bo co, akurat ten kawałek podłogi na której miał stać był zerwany? Eh, ta nasza służba zdrowia... Na szczęście ja byłam w postępowym szpitalu i nawet przy cesarce mój mąż był. Takie szczęście w nieszczęściu, jeżeli można tak powiedzieć.
Asia, zakładaj suwaczek, żebym mogła sobie podglądać kiedy Twoja dzidzia się urodzi, będę trzymała kciuki żeby tym razem było w domu. I pewnie nie tylko ja
