Śmieszne sytuacje:
1. 10h porodu. Na salę wchodzi jakaś położna.
- Pani wcale nie rodzi!
Patrzę zdezorientowana - Jak to? - pytam.
- Gdyby pani rodziła,to by pani krzyczała.
- Nie krzyczę,bo nie mam sił. Ale jeżeli to panią uspokoi,to właśnie pogryzłam poduszkę.
No - poduszkę zębami posiekałam na kawałki.
2. Z nerwów i bólu zaczęłam jeść - cukierki czekoladowe (całe opakowanie michałków z biedronki i 0,5kg winogron),potem było mi strasznie niedobrze.
3. - Już dobrze! - Lekarz gładzi mnie po plecach i główce jakbym była niedorozwiniętym dzieckiem. Gdyby nie to,że po środku na uspokojenie (za wysokie tętno) dostałam ślinotoku,to pewnie bym go zwyzywała. A tak,to bałam się otworzyć usta.
4. - Długo jeszcze? - pytanie zadawane co 10 minut.
5. - Która godzina? Jestem głodna... - po środkach przeciwbólowych nic nie czułam przez godzinę
6. 4 godziny przed urodzeniem Oli rozwiązywałam krzyżówki - tak jedną rozwiązałam,że hasła chyba wzięłam z kosmosu.
7. Po porodzie:
- No... To idę się wykąpać.
- ...?! Pani chyba żartuje?
- Czemu? jestem cała przepocona...
- Zabierzcie ją,bo oszaleję - ginekolog w żartach.
Poza tym cały poród wysyłałam sms-y do męża i mamy. Teściowej nie powiedziałam,że jadę na szpital i ciągle wydzwaniała (a że z komórki liczyłam stoperem czas skurczy,to ciągle mnie rozłączała). W końcu jej napisałam,że: Rodzę. Proszę nie przeszkadzać. Myślała,że jaja sobie robię.
A sms-y?
- Nie jest tak źle. Kiedy przyjedziesz?
- Umieram. Nie chcę więcej dzieci.
- No długo jeszcze? Kup mi szczoteczkę do zębów,bo swoją zostawiłam na patologii ciąży.
- Dłużej nie wytrzymam. Ja chcę znieczulenie.
- Zdycham.
- Kocham Cie i jak tam?
- Mam własną salę i położną. I kolorowe piłeczki. Fajnie jest. Śmiać mi się chce. (po zastrzykach przeciwbólowych i uspokajających).
I tak na przemian - nawet nie pamiętałam,co wypisywałam. W każdym razie mąż miał do pokonania jakieś 90km z pracy i gnał jak szalony. Przyjechał pół godziny po porodzie. Wszyscy myśleli,że urodzę dopiero wieczorem,bo skurcze były delikatne i trwały ok.40sekund.