Ja byłam świadkową na ślubie, gdy mój synek miał 2,5 miesiąca. Państwo młodzi mieli synka, który wtedy miał 3 miesiące.
Moje refleksje są takie...
Państwo młodzi bawili się super. Ich synek w czasie całego wesela był z zaprzyjaźnioną osobą. Ale muszę dodać, że karmiony był od samego początku tylko sztucznie.
A ja jako świadkowa, bawiłam się średnio. To był czas, kiedy moje dziecko jadło non stop (karmiłam piersią). Przez cały tydzień odciągałam mleko, ale i tak niewiele go "nazbierałam" (na początku przygody z karmieniem nie jest łatwo odciągnąć dużo mleczka). Postanowiłam, że maluszek będzie ze mną na imprezie. Spał sobie w wózeczku z boku sali restauracyjnej. W sumie był grzeczniutki i o dziwo nie wisiał cały czas na cycusiu (jak zdarzało się w domu). Mleka ściągniętego starczyło akurat na czas, kiedy jechaliśmy robić zdjęcia. Poza tym kupując sukienkę musiałam wybrać taką, żeby karmienie było możliwe. Wszystko się udało, ale raczej nie polecam.
Jak się okazuje - wszystko zależy od dziecka, od sposobu karmienia, od nastawienia młodej mamy...
Osobiście zdecydowałam się na własny ślub dopiero teraz, a więc gdy mój synek będzie miał półtora roku. Mały będzie z nami
