urodzenie się Kuby, a nawet chyba od momentu kiedy zaczęliśmy się o niego starać, było momentem przełomowym, do tej pory byłam nastawiona raczej sceptycznie do wszystkiego co mnie w życiu spotyka, natomiast teraz widzę wszystko w bardziej optymistycznych barwach. Może nie zawsze wszystko jest ślicznie świetlane, ale ychodzę z założenia, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:)
na razie siedzę z Kubą w domu i z reguły jestem z tego zadowolona, chciałabym tylko żeby mój mąż częściej z nami w nim przebywał, ale nie mozna mieć wszystkiego:) co prawda myślę już o powrocie do aktywności zawodowej, ale stwierdzam, żę jeśli się od razu nie uda, to też się nic nie stanie:) dłużej posiedzę z Kubą i się nim pozajmuję
