|
|
|
Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
A jakie szpitale w Krakowie???
Ja rodziłam w szpitalu imienia Rydygiera na osiedlu Złotej Jesieni w Nowej Hucie:)
Bardzo wszystkim polecam ten szpital..
|
|
|
|
|
agast
gaworzenie
Posty: 44
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
Ja polecam siemieradzkiego, ale też dużo dobrego słyszałam o Rydygierze i Żeromskim
Na pewno mówię NIE kopernikowi no chyba że wczesna ciąża to tak wówczas tam jest najbardziej fachowa pomoc dla maluchów :]
|
|
|
|
18 tc Dominika ur 17.02.2010 zm 17.02.2010
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
A ja serdecznie polecam szpital im. Narutowicza.
|
|
|
|
Ostatnio zmieniany: 2010/01/28 14:23 Przez kokoszanel.
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
kokoszanel rodziłaś na Narutowicza??  możesz mi powiedziec jaki lekarz odbierał poród i czy jesteś zadowolona z niego? ja byłam pacjentką jednego lekarza z tego szpitala,ale nie mam dobrej opini na jego temat..
|
|
|
|
|
tysia
gaworzenie
Posty: 22
|
|
o:złotoryja 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
ja rodziłam dwie moje córeczki nie w mojej miejscowosci tylko jechałam ze skurczami do legnicy było super miłe położne i jest ok
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
Pół roku temu rodziłam w szpitalu Żeromskiego i zdecydowanie polecam ten szpital. Opieka w szpitalu jest super, zarówno lekarze jak i położne są bardzo pomocni i sympatyczni!!!
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
o szpitalu na Żeromskiego słyszałam wiele ciepłych opini,jednak nie były one na tyle przekonujące. Wachałam się między szpitalem na Rydygiera a Żeromskiego. No i wybrałam ten pierwszy. 
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
Przy moim porodzie był dr Kuś. Ja jestem bardzo zadowolona z opieki lekarskiej i pomocy położnej. Jak na pierwszy poród to urodziłam bardzo szybko 4 godz i 20 min.Duża zasługa pani położnej lecz niestety nie pamietam nazwiska.
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
a no to inny lekarz, ja byłam pod opieką dr Jankiewicza, ale jak juz wyżej pisałam nie jestem z niego zadowlona, zadecydowało o tym to,że pod koniec ciąży zaniedbywał mnie jako pacjentkę bo ostatnią wizytę miałam póltora misiąca przed porodem a tak byc nie powinno, a gdyby coś działo się z dzieckiem to co wtedy?? nawet bym otym nie wiedziała...
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
Ja zdecydowanie polecam Ujastek, rodziłam tam 2 miesiące temu i mogę stwierdzić że jak dla mnie są bezkonkurencyjni. Dużo dobrego słyszałam także o Żeromskim.
Niestety o Koperniku słyszałam tylko negatywne opinie.
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
a ja o Koperniku nie slyszalam , żadnych opini. A co Ci się Mongas podobalo w Ujastku??
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
Miałam ciąże przenoszoną i kilka dni przed porodem spędziłam na patologii. Świetna opieka, dbają o komfort przyszłych mam. Przy porodzie rewelacyjna położna bardzo pomocna jak się wzięłyśmy do roboty to po 1,5 godziny przywitaliśmy Roksankę. Na oddziale rodzice są pozostawieni trochę sami sobie ale mnie to pasowało, bo po powrocie do domu nie miałam niespodzianek że nie mogę sobie z czymś poradzić. I najważniejsze że nie trzymali nas na oddziale bez końca tylko jeśli wszystko jest ok to po 2-óch dobach wypuszczają do domu. Jak dla mnie było ok ale wiadomo, każda mama ma inne wymagania.
|
|
|
|
|
|
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
no jasne,że tak.. ja z połoznej też bylam zadowolona i z lekarza odbierającego również, ale nie znam ich nazwisk, musialabym popatrzec na teczkę z porodu 
|
|
|
|
|
asias
gaworzenie
Posty: 2
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
Ja również rodziłam w szpitalu im. Rydygiera, jeżeli będę mieć drugie dziecko, to pewnie też tam je urodzę (oczywiście po warunkiem, że mój lekarz będzie wciąż tam pracował). Wybrałam ten szpital właśnie ze względu na lekarza prowadzącego moją ciążę. Ale mam dużo zastrzeżeń (nie do lekarza:)). W 14 dniu podano mi oxytocynę, był przy mnie lekarz i bardzo miła położna, niestety nie zareagowałam na oxytocynę. Po dwóch dniach znowu kroplówka - tym razem pierwsze skurcze poczułam po 15 minutach. Trafiłam na okropną położną (nie informowała mnie o niczym, przychodziła tylko co jakiś czas pytać, co ile mam skurcze, o wyjście pod prysznic musiałam się prosić). Niestety nie było też mojego lekarza (to była niedziela, ordynator w niedziele nie pracuje, a ja pomimo, że miałam taką możliwość - nie zadzwoniłam po niego). Po 4 godz. miałam już skurcze co 40 sekund. Zmieniła się położna - po zbadaniu mnie powiedziała, że tu prawdopodobnie zakończy się poród wcześniej. Po 7 godzinach dostałam ZZO - ulga na pół godz., na kolejną dawkę nie zareagowałam. Z wyczerpania zasypiałam między skurczami, mój mąż poszedł poprosić o jakąś pomoc dla mnie, usłyszał od położnej, iż faceci nie powinni być przy porodach, ponieważ są słabi psychicznie. Po 12 godz. powiedziałam lekarzowi (dyżurującemu 48 godz!!!), że już nie mogę, że nie będę w stanie pomóc dziecku, bo brakuje mi sił. On mnie zbadał i stwierdził, iż nie ma szans na poród naturalny i zrobił mi cc.
Na sali poporodowej jednoosobowej byłyśmy we dwie, było gorąco, dzieci płakały. Przyszła położna - otworzyła okno. Przyszła druga położna - zamknęła okno i nakrzyczała na nas, ponieważ "nie wolno tak wietrzyć przy noworodkach" (to był koniec kwietnia, na dworze było ciepło). O immunoglobulinę musiałam się prosić i znowu - jedna położna powiedziała, że nic o tym nie wie, druga, że skoro mam dostać, to napewno dostanę. Gdyby nie pani doktor, to pewnie bym nie dostała. Rozbieżność zdań położnych była na porządku dziennym. Także ja nie mam miłych wspomnień... Ale za to zdrowe, śliczne dziecko:)
|
|
|
|
|
asias
gaworzenie
Posty: 2
|
|
O:Kraków 2 lat(a), 3 mies. temu
|
|
|
Ja również rodziłam w szpitalu im. Rydygiera, jeżeli będę mieć drugie dziecko, to pewnie też tam je urodzę (oczywiście po warunkiem, że mój lekarz będzie wciąż tam pracował). Wybrałam ten szpital właśnie ze względu na lekarza prowadzącego moją ciążę. Ale mam dużo zastrzeżeń (nie do lekarza:)). W 14 dniu podano mi oxytocynę, był przy mnie lekarz i bardzo miła położna, niestety nie zareagowałam na oxytocynę. Po dwóch dniach znowu kroplówka - tym razem pierwsze skurcze poczułam po 15 minutach. Trafiłam na okropną położną (nie informowała mnie o niczym, przychodziła tylko co jakiś czas pytać, co ile mam skurcze, o wyjście pod prysznic musiałam się prosić). Niestety nie było też mojego lekarza (to była niedziela, ordynator w niedziele nie pracuje, a ja pomimo, że miałam taką możliwość - nie zadzwoniłam po niego). Po 4 godz. miałam już skurcze co 40 sekund. Zmieniła się położna - po zbadaniu mnie powiedziała, że tu prawdopodobnie zakończy się poród wcześniej. Po 7 godzinach dostałam ZZO - ulga na pół godz., na kolejną dawkę nie zareagowałam. Z wyczerpania zasypiałam między skurczami, mój mąż poszedł poprosić o jakąś pomoc dla mnie, usłyszał od położnej, iż faceci nie powinni być przy porodach, ponieważ są słabi psychicznie. Po 12 godz. powiedziałam lekarzowi (dyżurującemu 48 godz!!!), że już nie mogę, że nie będę w stanie pomóc dziecku, bo brakuje mi sił. On mnie zbadał i stwierdził, iż nie ma szans na poród naturalny i zrobił mi cc.
Na sali poporodowej jednoosobowej byłyśmy we dwie, było gorąco, dzieci płakały. Przyszła położna - otworzyła okno. Przyszła druga położna - zamknęła okno i nakrzyczała na nas, ponieważ "nie wolno tak wietrzyć przy noworodkach" (to był koniec kwietnia, na dworze było ciepło). O immunoglobulinę musiałam się prosić i znowu - jedna położna powiedziała, że nic o tym nie wie, druga, że skoro mam dostać, to napewno dostanę. Gdyby nie pani doktor, to pewnie bym nie dostała. Rozbieżność zdań położnych była na porządku dziennym. Także ja nie mam miłych wspomnień... Ale za to zdrowe, śliczne dziecko:)
|
|
|
|
|
|