ja również rodziłam na żelaznej. pierwsze wrażenie nie było dobre, gdyż przyszła po nas położna, która odnosiła się bardzo opryskliwie

przyjechałam do szpitala bez skurczy, bo mi po drodze przeszło ale za to ponad 3 godziny po odejściu wód płodowych. nasłuchałam się wtedy że niby mi się zdawało\, że to wody, że pewnie wcale nie miałam skurczy itp. okazało się że to wody odpływają i wzięła mnie w końcu na porodówkę. namawiala nas usilnie na płatną salę mimo że na oddziale bylo wiele wolnych miejsc. na szczęście potem zmieniła się położna i od tej pory było wspaniale, same anioły, położne dbały o wszystko, przebieg porodu, moje samopoczucie. w końcu rodziłam na normalnej sali ale byłam tam tylko ja z mężem, bo trafił się nam luźniejszy dzień. opieka po porodzie też wspaniała, połozna pomogła mi doprowadzić się do ładu. później na oddziale położniczym położne pomagały przystawić malucha do piersi, co chwila sprawdzały czy wszystko w porządku, uczyly pielęgnacji malucha, o każdej porze dnia i nocy można było poprosić o pomoc, zawsze życzliwe. nawet personel pomocniczy, panie salowe przemiłe i chętne do pomocy, spędziłam tam 8 dni i wspominam to miejsce wspaniale. dodam że nie zapłaciłam za pobyt ani złotówki