Ja zdałam za 3 razem

Przy 1szym podejściu trafiłam na egzaminatora frajera który biegał po placu manewrowym z linijką!! Oblał mnie na łuku,bo według niego maska samochodu była za daleko od linii końcowej o 2cm!!!!

Tak mnie tym wqrzył dekiel jeden że go zwyzywałam

zupełnie zapomniałam o tym że jestem na egzaminie,że ludzie patrzą i przede wszystkim o tym,że jeszcze będę musiała tu wrócić!

Dopiero znajomy który był ze mną przywołał mnie do porządq

Na całe szczęście przy drugim podejściu miałam innego egzaminatora

ale tutaj sama zawaliłam sprawę,bo przy parkowaniu prostopadłym tyłem 2razy trąciłam pachołek
Za 3cim razem znajomy (który dzielnie dotrzymywał mi zawsze towarzystwa) pomógł mi zaliczyć łuk

Stał daleko za płotem placu manewrowego,za egzaminatorem,a na wprost mnie...i jak zbliżałam się do końca łuku,do tej nieszczęsnej linii pokazał mi rękami że już mam się zatrzymać

Najlepsze że wcześniej się nic a nic nie umawialiśmy na takie pomoce

Tak jakoś w trakcie wyszło

Tak więc łuk zaliczyłam,potem ruszanie z ręcznego

Następnie miasto-całą drogę gadałam jak katarynka z egzaminatorem

jeździliśmy może z 10/15min i z powrotem do ośrodka - zdane!! Ale byłam szczęśliwa wtedy!!

heheheh