Stoję, bo lubię
Od dziecka miałam taki pomysł na Prima Aprilis: pod koszulkę wsadzę okrągłą poduszkę w taki sposób, żebym wyglądała jak w zaawansowanej ciąży i tak będę przez cały dzień chodzić po mieście, a ludzie będą mi ustępować miejsca i puszczać przed kolejkę.
Nigdy tego żartu nie zrealizowałam, i dobrze! Potwornie bym się rozczarowała: nikt by mi nie ustąpił a stare panny zabijałyby mnie wzrokiem.
Popołudniowy pociąg pospieszny z Warszawy do Skierniewic. Zero miejsc wolnych. Ja - siódmy miesiąc ciąży - zdecydowanie widoczny. Przeciskam się korytarzem w poszukiwaniu wolnego siedzenia w przedziale. Nie ma szans ani na miejsce ani na to, żeby ktoś ustąpił. Wypychanie brzucha do przodu nic nie daje, ale w końcu znajduję "krzesełko w ścianie" korytarza i siadam. Na jednej ze stacji wchodzi inna ciężarna. Ciąża jeszcze bardziej widoczna. I powtórka z rozrywki. Przeciskanie, szukanie, 5-10 minut, ale bez skutku. W końcu sama chciałam ustąpić swój królewski fotel, bo akurat dobrze się czułam, ale ktoś się "zlitował" i "koleżanka" też usiadła na takim królewskim fotelu.
Czekanie w przychodni u ginekologa - 2 godziny. W kolejce "na siusiu" w galerii handlowej - 10 minut, kolejka w supermarkecie - ok. 10 minut, na palcach jednej ręki mogłabym policzyć ile razy ktoś mnie dobrowolnie przepuścił lub ustąpił miejsca. Wszędzie trzeba się prosić i wciskać. W szóstym miesiącu jechałam pociągiem z tobołami i psem. Na pociąg zostałam zawieziona i miałam zostać odebrana, ale wypadek sprawił, że trzeba było wysiadać na środku torów. I co? Jeden wielki chłop, policjant, drugi "dryblas" i banda innych "gentelmenów", ale wszyscy tego dnia najwyraźniej wstali lewą nogą, a uczynność zostawili w domu. Bieganie po wiadukcie tam i z powrotem z bagażami i psem najwidoczniej uznali za moją codzienną rozgrzewkę.
Takich sytuacji podczas mojej widocznej ciąży było multum. Babcie i panie po czterdziestce skarżą się jakie to młode pokolenie niewychowane i jaka znieczulica w społeczeństwie panuje. Jeśli jednak już ktoś zauważył mój stan i nie zastanawiał się pół godziny co w tej sytuacji począć, to były to osoby poniżej 25. roku życia albo mężczyźni, czyli raczej nie ktoś, kto podobnej sytuacji doświadczył. A te dystyngowane damy i eleganckie staruszki były zawsze zbyt zajęte myśleniem o tym, czy ich torebka na pewno pasuje do reszty, żeby zauważyć mój (lub inny) okrągły brzuszek i zmęczenie na twarzy. Zawiść? W naszym społeczeństwie to zapewne najbardziej prawdopodobna przyczyna takiej znieczulicy.
Ostatnio znów byłam u ginekologa. Tym razem już z moim maleństwem, gdyż w ciągu dnia jesteśmy same. Mała spała, więc się nie "wpychałam" i oczywiście nikt nie dodał dwa do dwóch i nie pomyślał, że niemowlak nie powinien w przychodni tak długo przebywać i jak się przebudzi i zacznie płakać to lekarz będzie miał problem ze zbadaniem pacjentki. Czekałam. Przyszła młoda dziewczyna z widoczną ciążą. Zapytała, kto ostatni w kolejce. Odpowiedziałam, że ja, ale że powinna iść poza kolejką. Mimo moich słów kobieta, która była następna w kolejce udawała, że mnie nie słyszy i weszła do lekarza. Kiedy zapukałam i powiedziałam, że w poczekalni jest ciężarna i myślę, że powinna wejść poza kolejką, lekarz odparł, że nie.
Nie wiem, czy to tylko w naszym kraju, ale teraz wiem, że o wszystko trzeba tu walczyć i liczyć się ze złośliwością i zabójczymi spojrzeniami. Nie ma przywilejów dla ciężarnych, czy matek z małymi dziećmi, więc trzeba korzystać ze swoich atrybutów: brzuch idealnie nadaje się do przepychania, a fotelik samochodowy, żeby zatarasować drogę, albo "nadepnąć" komuś na stopę. Mamy!, te przyszłe i obecne - do boju!
Autor: Monika Fabia










Komentarze